wtyczki społecznościowe

Przyciski społecznościowe dostarczyły profilki.pl

czwartek, 15 marca 2018

Kartki wielkanocne z papierów Seredipity White. DT Warsztat-24

    Witajcie,
dzisiaj ponownie kartki na Wielkanoc, które są inspiracją na blogu firmowym Warsztat-24, ale z kolei one powstały zainspirowane przez ScrapElektrownię, miejsce na Facebooku, które daje energię do działania :) Zajrzyjcie tam koniecznie!
   Moje kartki to prace wykonane z papierów Serendipty White, kolekcji, do której wrócę w tym sezonie ślubnym jeszcze wiele razy. Jest stworzona do projektów w stylu rustykalnym i boho, nadal najmodniejszych w weselnych dekoracjach, dlatego sporo się jeszcze z nimi napracuję w najbliższych miesiącach, tworząc, zaproszenia, kartki i pamiątki. 

   Tak prezentują się te papiery na Wielkanoc:






Papiery fantastyczne, prawda?

 

poniedziałek, 12 marca 2018

Zalety i wady UHK-owych papierów

   Witajcie,
dzisiaj mam dla Was post jakiego u mnie  jeszcze nie było-  recenzję produktu. Konkretnie- najnowszych papierów  UHK Gallery Desert Rose. 
   Kto zna mojego bloga nieco dłużej, ten wie, że UHK-owe kolekcje były dla mnie zawsze niezwykle inspirujące, dużo na nich tworzyłam i na prawdę z wielką przyjemnością. Przez rok byłam w DT sklepu z tymi papierami- duma i szczęście mnie rozpierały!
   Mijają kolejne sezony, pojawiają się nowe scrapowe marki, istniejące także wydają coraz więcej przepięknych kolekcji. A ja na prawdę obejdę się bez większości narzędzi, dodatków, przydasiów kiedy tworzę kartki, zrobię też takie, gdzie nawet papieru do scrapbookingu nie potrzeba, ale ponieważ te ostatnie uwielbiam, to raczej będzie to praca, którą "zrobią" papiery, a bez wykrojników, ozdobników, kwiatków itd...  Cieszę się zatem jak dziecko z rodzimych kolekcji, pojawiających się co i rusz i na wiele z nich muszę się skusić! Coś jednak jest we wzorach UHK Gallery, że to z nich tworzy mi się najszybciej, najłatwiej i najprzyjemniej. W zdecydowanej większości są to kartki proste, gdzie dekorację stanowi wykorzystany papier.
   Takim przykładem będą dzisiejsze kartki. Jest ich aż 13, powstały z jednego zestawu Desert Rose i jedyne, co jeszcze było mi do pracy potrzebne to: nożyczki, klej, kostki dystansowe i bazy do kartek. Tworzyłam od 19 do 24 z przerwą na zrobienie kolacji Marysi i poczytanie jej bajek na dobranoc, pozostali członkowie rodziny musieli się obejść tego wieczora beze mnie ;) Pewnie więc max 4h jeśliby dobrze zliczyć. Zdarzało mi się już szybciej pracować, więc jakiś rekordów tu nie pobiłam, ale chcę zwrócić uwagę na pewną rzecz- w zasadzie te kartki same się robią, wystarczy im nie przeszkadzać... Papiery w ramach kolekcji jakkolwiek nie połączymy- pasują, do tego ciekawe obrazki i napisy fantastycznie współgrają i od razu dają nam jakąś wizję, jak praca ma wyglądać. 
   Mam nadzieję, że zachęcę dzisiaj do takiego właśnie tworzenia po swojemu, a szczególnie te z Was, które chcą rozpocząć przygodę z kartkowaniem, namówię do zrobienia na początek prostych nieskomplikowanych kompozycji, które nie będą frustrować, że nie udają się tak, jak tym bardziej doświadczonym w tej dziedzinie koleżankom. Zresztą, zobaczcie sami:  













   Wracając do obiecanej recenzji :) Powyżej wymieniłam takie zalety tych papierów, jak: idealnie współgrające ze sobą wzory i kolory, mimo, że są to, jak w przypadku Desert Rose: różyczki, drobne serduszka (są przeurocze!), przecierki i paski. Kolorystycznie i stylistycznie zgrane obrazki do wycięcia, zawsze oryginalne i w duchu retro, nie są banalnie oklepanymi motywami, lecz świetnym uzupełnieniem treści napisów. Ja skupiam się na kartkach, ale dla osób, które wolą albumy czy scrapy, te kolekcje pewnie odkryją jeszcze inne zalety. Oczywiście plusem jest wysoka gramatura i dwustronny wydruk, ale to już standard, natomiast wyróżnia je najciekawsza kolorystyka i pełna smaczków- przetarć, druczków, delikatnie pojawiających się motywów - grafika tych papierów. I tu pojawia się minus UHK-owych kolekcji. Wszystko co dobre szybko się kończy i jeśli producent decyduje się na dodruk, to możemy się przekonać, że to już często będzie inny papier :( ale na pocieszenie dodam, że nadal piękny, tylko... inny. Jest to niezależne od nikogo, tak po prostu technologicznie wygląda produkcja tych papierów, a że często kolekcje wyprzedają się błyskawicznie to potem za jakimś ukochanym odcieniem możemy powzdychać jedynie...
    Na koniec mam dla Was niespodziankę! Wśród osób, które zostawią komentarz pod tym postem z odpowiedzią na pytanie:

Ile w sklepie Warsztat-24 
jest w tej chwili kolekcji papierów UHK Gallery?

wylosuję jedną, która otrzyma dwa zestawy papierów tego producenta - pierwszy to Desert Rose oraz drugi wskazany przez siebie! WAŻNE! - w odpowiedzi musicie podać wszystkie widoczne KOLEKCJE,  także z uwzględnieniem chwilowych braków.

Zapraszam do zabawy do godziny 24.00 dnia 23 marca 2018r.
Losowanie w niedzielę  25 marca. Powodzenia :)


środa, 7 marca 2018

Jak zrobić kartki na Wielkanoc

   Czy da się jednoznacznie odpowiedzieć na tak zadane pytanie, jak w dzisiejszym tytule?

  


   Ja odpowiedziałabym, że z przyjemnością! Po zimnych i nieprzyjemnych pogodowo miesiącach czekamy na ocieplenie, rozbudzenie się przyrody i odradzanie się na nowo - z tym kojarzy się nam Wielkanoc. Sięgnijmy zatem po jakieś piękne, kolorowe papiery z motywami przywodzącymi na myśl wiosnę i działajmy :)
Tylko to nas ratuje przed skutkami zimowego przesilenia, przedłużającą się za oknem pluchą i szarością... 




   U mnie królowały tym razem papiery Karoli Witczak z kolekcji Springtime. Cudne zestawienie zieleni z różem i pięknymi grafikami roślinno- ptasimi są stworzone, jak sama ich nazwa wskazuje, do cięcia ich o tej porze roku :) A jak papier piękny to trzeba go co do najmniejszego skraweczka wykorzystać, co tez, jak zobaczycie na końcu posta -uczyniłam!













   Wam także dziękuję dzisiaj za poświęconą mi uwagę, zapraszam niebawem po kolejne wiosenne inspiracje i nie tylko...

   Pani zimie też już dziękujemy!


 

sobota, 3 marca 2018

Wiosenne dekoracje z drewna

   Drewniane dekoracje Story Wood plus farby Flow Renesansu- wspaniałe połączenie zarówno pod względem estetycznym jak i praktycznym. Farby mają odpowiednią gęstość- pięknie pokrywają powierzchnię drewna już przy pierwszej warstwie i nie powodują pęcznienia, które potem trzeba szlifować. Samo malowanie jest już bardzo przyjemne, farba aksamitnie pokrywa powierzchnię, odpowiednio szybko wysycha i ma bardzo ładną paletę kolorów. 
   Zobaczcie, jakie dekoracje na Wielkanoc można stworzyć w łatwy i na prawdę przyjemny sposób.





Zajączek w szarościach i białym przetarciem 



I jeszcze dwa zajączki, ale prawdziwie wiosenne w odcieniach cielistym, zielonym z kropelką żółtego.



 Wszystkie produkty znajdziecie w sklepie Warsztat-24.pl, do którego zapraszam serdecznie tym bardziej, że czekają tam na Was fantastyczne wielkanocne promocje :) na temat technik malowania krótkie opisy znalazły się w poście na blogu firmowym Warsztatu



 

piątek, 2 marca 2018

Czy opłaca się robienie kartek na sprzedaż cz.4

   Witajcie.
Dzisiaj poważnie, długo i niestety nudy, nudy, czyli rzędy cyferek.  



     
  Moją pasją jest robienie kartek, ale to już chyba wiecie. Kocham tworzyć, zresztą nie tylko kartki, inne formy także. Natomiast nie znoszę planować, liczyć, nie cierpię pracy przy komputerze, żmudnego klepania jakiś dokumentów itp spraw. Postaram się Wam dzisiaj jak najlepiej przybliżyć kwestie związane z tym, czego tak właśnie nie lubię, czyli całą biurokratyczno-księgową stroną prowadzonej działalności. 
   Pisałam wcześniej o mojej sytuacji, gdy zakładałam działalność. Odeszłam z pracy na etacie i od razu założyłam własną firmę. Nie robiłam niczego kompletnie w ciemno- miałam już klientów zamawiających pojedyncze kartki, pamiątki, komplety zaproszeń itd oraz kilka punktów, do których mogłam też kartki oddawać do sprzedaży. Wiele osób pytało mnie o dofinansowanie z Powiatowego Urzędu Pracy, ale ja niestety nie skorzystałam z takiego, ponieważ wydawało mi się to niemożliwe wówczas. Musiałabym zarejestrować w UP jako osoba bezrobotna i przygotować całą wymaganą dokumentację, by starać się o wsparcie. Ponieważ miałam już nabywców lokalnie i zamiar sprzedaży swych prac przez internet, a na dodatek pojawiła się możliwość prowadzenia warsztatów w miejscowym Ośrodku Kultury, nie chciałam tracić tygodni bezczynnie czekając aż urzędnicy podejmą w mojej sprawie decyzję. Mogli przecież wniosek odrzucić (zresztą kilka lat później spotkałam się w rodzinie z takim przypadkiem, pomimo bardzo dobrych perspektyw na biznes) a ja straciłabym mnóstwo czasu. Zainwestowałam więc własne pieniądze, ale tylko w najbardziej niezbędny sprzęt- laptopa i drukarkę, papier wizytówkowy, koperty i trochę papierów do scrapbookingu.. Nie miałam gilotyny, maszynki tnąco-wytłaczającej, nawet dziurkaczy niewielu używałam. Moim stałym wydatkiem comiesięcznym związanym z prowadzeniem działalności były:
- preferencyjna składka ZUS, 
- usługi księgowego
- opłata za prowadzenie konta bankowego
Do tego wtedy dochodziły wydatki związane z zakupem materiałów, które już wówczas łatwo i szybko dostępne w sprzedaży internetowej. Kwoty z tamtego okresu są dla nas teraz nieistotne, w dalszej części posta oprzemy się na obowiązujących w tej chwili.  Pracowałam w domu, nie ponosiłam żadnych kosztów związanych z lokalem i jego eksploatacją. Zatem niewielkie nakłady, ale co z zyskami? Skupiając się tylko na kartkach, zaproszeniach i pudełkach typu exploding box, tworzonych dla indywidualnych klientów i lokalnych kwiaciarń, miałam przychód  wahający się od 300zł do prawie 1500zł. Koszty wysyłek pokrywali kupujący, nie było potrzeby podpisywania umowy z Pocztą Polską, bo zbyt rzadko korzystałam z ich usług- max kilkanaście przesyłek tygodniowo, ale zdarzały się tygodnie gdzie nie wysyłałam ani jednej. Koszty pakowania- praktycznie żadne, miałam sporo folii bąbelkowej z zaprzyjaźnionej firmy, która po rozpakowywaniu produktów przeznaczała ją i tak do wyrzucenia, kartoniki także, natomiast koszt koperty wliczony był w koszty wysyłki. Teraz tak myślę, że jednak nie tak źle z tą moją kalkulacją i planowaniem ;). Podatek dochodowy nie dane było mi płacić, ponieważ wydane na wstępie oszczędności oraz późniejsze zakupy występowały u mnie przez cały rok jako koszt mocno obniżający dochód. Nie byłam także płatnikiem VAT. Natomiast po roku musiałam zakupić kasę fiskalną, bo obrót przekroczył określoną kwotę i w myśl przepisów, mimo, że nijak się to miało do moich niskich dochodów urządzenie trzeba było kupić. Jest to wydatek rzędu kilkuset złotych co najmniej, ale część kwoty zwraca Urząd Skarbowy.  
   Wspomniałam Wam o warsztatach jakie prowadziłam  w swoim mieście, była to pewnego rodzaju sekcja naszego ośrodka kultury, ale prowadzona prywatnie. Wynajmowałam salę na kilka spotkań w tygodniu, bo zainteresowanie było tak duże, że w pewnym momencie prawie 50 osób trzeba było podzielić na 4 grupy! Tutaj jednak moja smykałka do interesów poległa, bo zajęcia owszem bardzo fajne, dające mi możliwość spotykania się z ludźmi podzielającymi pasję, ale niestety niedochodowe, bo comiesięczna składka był niewielka, a za to praca bardzo absorbująca i oczywiście wymagająca ciągłych nakładów.  Nie będę Wam szczegółami zawracać głowy, bo tematem naszych rozważań jest zupełnie inna część mojej działalności, piszę jednak o tych warsztatach, bo odciągnęły mnie one dość mocno od samego robienia kartek i dopiero w momencie, gdy już w zaawansowanej trzeiej ciąży postanowiłam mniej pracować, wróciłam z powrotem do sedna sprawy. Potem urodziła się Marysia i nadal tylko kartkami się zajmowałam, trwało to jakieś pół roku w sumie, ale przed Bożym Narodzeniem ponownie dołożyłam sobie roboty z warsztatami, zaniedbując jednak kartki (o rodzinie już nie wspomnę ;)). Tak na prawdę łapiąc się dwóch rzeczy, pomimo, że miałam wrażenie uzupełniania się, bo gdy zamówień nie było to były warsztaty i odwrotnie, nie zarabiałam zbyt dużo, poświęcając czasami kilkanaście godzin dziennie (w moim przypadku większość z tego to raczej "nocnie") na pracę, z trudem na czysto połowę najniższej krajowej miałam na rękę. Szału nie było, ale gdybym pracowała na etacie musiałabym zatrudnić do dzieci opiekunkę, więc i tak bardziej mi się opłacała ta własna działalność w domu. A Marysia coraz większa i wymagała coraz więcej uwagi, mąż poświęcił się nowej pasji Story Wood, skończył się preferencyjny ZUS i trzeba było znowu wszystko ustawiać od nowa...
Po co Wam to wszystko piszę?
   Zanim skalkulujemy obowiązujące obecnie koszty chce Wam tylko jeszcze raz uświadomić, że sytuacja, potrzeby i zamiary każdego z nas będą inne i nie można komuś doradzać "zrób tak" albo "tego nie rób", bo w tej kwestii nie wiadomo co dla kogo okaże się najlepszym rozwiązaniem. Tak to się wówczas układało u mnie, a o tym, jak potoczy się u Was sami zdecydujecie. 

   Zatem liczymy w oparciu o moją historię koszty, a potem obroty, jakie moglibyśmy realnie założyć:
Stałe:
- składki ZUS tzw preferencyjne w tym roku wynoszą 519,28zł
- opłata miesięczna uśredniona dla księgowej lub księgowego 150zł
- konto bankowe - niby wszędzie za zero, ale jeśli się zagłębimy w oferty to często i tak jakieś kilkanaście zł w tej czy innej opłacie musimy pokrywać;
Zmienne:
- prowizja od sprzedaży na różnego rodzaju platformach dla rękodzielników np DaWanda- najlepiej doliczyć to w koszty sprzedawanych tam prac. Szczegóły znajdziecie TUTAJ
- podatek VAT wynosi 23% i jest on doliczany do każdej stworzonej i wystawionej na sprzedaż pracy, zatem płaci klient w cenie towaru, a my musimy odpowiednią kwotę odjąć na zapłacenie go każdego 25 dnia następnego miesiąca, po którym nastąpiła sprzedaż;
- podatek dochodowy zapłacimy w wysokości 18% od wypracowanego zysku naszej firmy ale dopiero po przekroczeniu kwoty wolnej od podatku,
- koszty pakowania i wysyłki podobnie, jak w przypadku podatku VAT płaci z własnej kieszeni nasz klient, my wydajemy w zależności od sposobu opłacania przesyłek- na bieżąco lub w fakturze zbiorczej na koniec miesiąca, są także firmy kurierskie którym płacimy zadatek na konto z góry i przy każdym zleceniu z tej kwoty potrąca się nam mniejsze za poszczególne wysyłki.

Koszty produkcji są odrębnym wydatkiem niełatwym do bardzo dokładnego określenia przy tworzeniu kartek ręcznie robionych, ale postanowiłam się pokusić o obliczenia i ponieważ mogą się wydać kontrowersyjne, w następnych postach znajdziecie przykłady takich prac, które między innymi z powodzeniem sprzedaję, ale od razu podkreślam to "między innymi".
Można stworzyć kartki minimalistyczne, do wytworzenia których użyjecie jedynie:
1/2 arkusza papieru wizytówkowego.................20gr
1/9 arkusza papieru do scrapbookingu...............30gr
20cm koronki bawełnianej ................................60gr
papierowe kwiatki..............................................90gr
do tego:
koperta i folijka .................................................50gr
wydruk napisu, zużycie kleju.............................20gr 
 Jak widzicie koszty szacunkowe, bo jak tu obliczyć zużycie kleju dokładnie? Było nie było wychodzi nam 2,70, ale to tylko materiały, a jak wycenić pracę? Na pewno nie stawką godzinową, bo nasza praca to nie jedynie samo bezmyślne  klejenie, w moim przypadku każda kartka jest inna więc coś mi się tam jeszcze należy za koncepcję ;) 
   Podsumowując całkiem serio jedna taka kartka wykonana w kilka minut, no powiedzmy 5 minut może zostać sprzedana za 10zł, ale w tym będzie jeszcze podatek VAT, więc dla nas niecałe 8zł, a po odjęciu kosztów wytworzenia jakieś 5zł,  a takich kartek w osiem godzin powstanie prawie 100... Jest to oczywiście mega optymistyczna wersja, z doświadczenia wiem, że kartek max zrobimy 10, bo będą jednak bardziej skomplikowane, a nam czas ucieknie na ustalenia z zamawiającymi, dobieraniu papierów, dodatków, czcionek, domawianiu brakujących materiałów itp, być może sprzedamy je drożej ale zostanie nam nadal około 5zł za sztukę, bo materiałów użyjemy więcej i drożej. Czyli jednak 50zł dziennie a nie 500zł :(
   Niestety kartki z naszego wspaniałego przykładu może uda się nam sprzedać w kwiaciarniach, czy sklepikach z upominkami, ale raczej nie w takich wielkich ilościach, jakie zakłada ta optymistyczna produkcja. Pewnie trzeba będzie trochę obniżyć cenę, by punkt sprzedaży mógł sobie nałożyć marżę, ale znalezienie chętnych do współpracy, rozwiezienie i pilnowanie rozliczeń to też zajmie nam sporo czasu.    
   Jak widzicie możliwości zawsze są i trzeba próbować, jeśli dopisze nam szczęście, będziemy wytrwale pracować i umiejętnie kalkulować co nam się opłaca, to jednak coś na tych naszych kartkach zarobimy :) 
   Na koniec bardzo mocno powieje optymizmem :D
   Od tego roku wprowadzane są zmiany mające polepszyć sytuację drobnych przedsiębiorców i osób zaczynających pracę na własny rachunek. Moim zdaniem bardzo ważną zmianą dla  rękodzielników jest możliwość prowadzenia działalności bez obowiązku jej zgłaszania na bardzo małą skalę, określoną dokładnie jako przychód  nieprzekraczający 1050zł. Druga to półroczne zwolnienie z opłat ZUS, co oznacza, że zanim jeszcze zaczniesz płacić preferencyjne składki możesz przez pierwsze sześć miesięcy prowadzić działalność zupełnie się o nie nie martwiąc. Oczywiście wszystko ma swoje plusy i minusy, najlepiej jest zawsze wszystkie te kwestie omówić z księgową, czy księgowym, który rzetelnie wszystko nam objaśni i pomoże w podjęciu decyzji, jakie rozwiązanie będzie dla nas najkorzystniejsze. Ja z tego miejsca serdecznie pozdrawiam naszą! Nie zamieniłabym za nic świecie na innego doradcę kogoś, kto dobrze liczy, zna się na tym co robi, a po godzinach kartki robi ładniejsze niż moje :)
   W następnym odcinku bardzo konkretnie- przykłady kartek o jakich wspomniałam w tym poście, oraz kilka słów jeszcze o własnej DG. A jeśli macie pytania, bardzo proszę o zadawanie ich w komentarzach, chętnie pomogę! Tymczasem udanego weekendu Wam życzę :)


 
 

niedziela, 25 lutego 2018

Czy opłaca się cokolwiek robić?

   


   W miniony piątek nie ukazał się post z cyklu "Czy opłaca się robienie kartek na sprzedaż?". Pomysł na niego i cała moja pisanina jest jak pewnie zauważyliście trochę jak ja- z emocjami na wierzchu i momentami może chaotyczna. Jednak celem było najbardziej rzetelne, jak tylko potrafię ukazanie mojej rzeczywistości w próbie prowadzenia działalności opartej na tworzeniu rękodzieła, kartek konkretnie. Temat jest mega rozległy, wielowątkowy, stąd konieczność zrobienia cyklu. Nie chciałam tworzyć czegoś, co będzie wydmuszką z krzyczącym i chwytliwym tytułem i kompletnie nieprzydatną, banalną treścią jakich wiele w sieci na wszystkie możliwe tematy. W czasie kiedy ukazały się pierwsze posty, u mnie pojawiały się kolejne spostrzeżenia i tematy, których wcześniej nie zaplanowałam, bo jak wspominałam- nie potrafię planować. Wiedząc o konieczności dopracowania 4 części, dotyczącej składek ZUS, opodatkowania i tym podobnych kwestii,  by była oparta o rzetelne informacje, a nie na szybko ściągnięte cokolwiek z internetu, postanowiłam zrobić tygodniową przerwę na dopisanie tego, co trzeba. Nie chciałam zatrzymywać się tylko na naszej firmie (tutaj mimo zakręcenia i roztrzepania wiem przecież doskonale ile czego i za co płacę), zależało mi na opisaniu dużo szerszego kontekstu, tym bardziej, że zmieniające się od tego roku przepisy pozwalają na spojrzenie na własną działalność gospodarczą w innym świetle.
    Po czym dzisiaj oczywiście jak to ja- w emocjach i bez czekania aż opadną postanowiłam dodać jeszcze jeden post. Dlaczego? Bo przez przypadek trafiłam na coś, co momentami za bardzo przypominało mi  moją publikację sprzed kilku lat "Scrapowanie czy zarabianie?" oraz  temat z artykułów o zarabianiu na kartkach. Oczywiście można zakładać, że w tej branży wszyscy mamy podobne spostrzeżenia i wnioski, ale w tym konkretnym przypadku podobieństwo w kilku miejscach sprawiło, że trochę mnie to zniesmaczyło. Wspomnianego bloga nie podlinkuję, żeby nie robić reklamy. Zapewniam, że nic więcej ponadto co ukazało się w moich postach tam nie znajdziecie, a dodane kwestie były niestety pełne nieścisłości. I tak na prawdę chyba te nieścisłości zmotywowały mnie dzisiaj do napisania tekstu, jaki właśnie czytacie.  Dla przykładu- stwierdzenie, że im wyższa sprzedaż tym wyższe wydatki na wysyłkę, to oczywiste, ale przecież to każdy klient płaci nam za dostarczenie towaru, więc nie pokrywamy tego z własnej kieszeni, jak sugeruje tekst. Podana kwota ZUSu preferencyjnego także była mijająca się z prawdą. Tak jak informacja, że sprzedając rękodzieło przez internet ponosimy koszty własnego serwera. Doradzanie komuś, by skupił się przez osiem godzin tylko na jednej dziedzinie rękodzieła i nie łapał się wszystkiego na raz jest prawdą, ale dlaczego kilka linijek niżej znajdujemy poradę, by jeszcze dodatkowo zająć się zupełnie inną branżą, bo z samego rękodzieła żyć się nie da... Na prawdę takie porady są przydatne?
    Swój pierwszy post o prowadzonej działalności pisałam, mocno pod wpływem impulsu, zresztą ja zawsze ulegam emocjom i robię tak, jak mi serce dyktuje. Jakoś do tej pory tego nie żałowałam. Bądźmy sobą - autentyczność nie tylko w rękodziele jest wskazana. Nie pisałam zgodnie z poradnikami głoszącymi złote zasady dotyczące blogowania, ale po swojemu i najlepiej jak potrafię. Zresztą od samego początku aż do teraz, zarówno bloga jak i fanpage prowadzę intuicyjnie, bez wczytywania się we wszystkie  mądre porady, jak sobie podnieść statystyki, bo tych i tak nie umiem śledzić i analizować. Facebook tnie zasięgi i już mamy wysyp poradników o tym jak to przekuć we własny sukces... Czyżby?
   Prawdziwy wysyp mamy także w publikacjach nierzetelnych, pustych, lub nawet mylących w każdej możliwej dziedzinie. Celebrytki wmawiające, że miód leczy cukrzycę, albo że najwięcej białka jest w gęsim smalcu. Porady prawne zebrane na blogu przez osoby kompletnie nie znające się na przepisach prawa i nie rozumiejące większości zagadnień, czy blogi kulinarne kopiujące cudze przepisy, gdzie osoby, które się tego dopuszczają czasem nawet nie pokuszą się  o wypróbowanie ich we własnej kuchni. Niestety Internet to w tej chwili ogrom bezsensownych, czy wręcz niebezpiecznych w takim czy innym sensie publikacji, a treści wartościowe są ukryte jak igła w stogu siana :(  
    Ja nie szukam nigdy przy pomocy wyszukiwarki rozwiązań dotyczących problemów zdrowotnych lecz idę do lekarza (muszę być już na prawdę, bardzo, bardzo chora ;)) Nie polegam opinii blogerek dotyczących kosmetyków, bo nie wierzę w ich obiektywizm, pytam znajomej kosmetyczki, bo wiem, że jej wiedza i obiektywizm dadzą mi prawdziwy obraz. Dlatego właśnie zdecydowałam się pisać o rękodziele- wychowywałam się w domu, gdzie praca rąk własnych była oczywistą częścią życia, a sprzedając swoje prace już od kilku ładnych lat mam także spore pojęcie o zarabianiu na nim. Wracając do tematu w tytule posta 
"Czy opłaca się robić cokolwiek?" odpowiem Wam - NIE.
Cokolwiek na pewno nie, bo jak już pisałam we wcześniejszych postach- podrabianie innych bo się nam wydaje, że na tym zarabiają kokosy nie ma sensu. Natomiast robienie tego w czym jesteśmy najlepsi- na pewno tak. Takim banałem kończę na dzisiaj, życząc Wam miłego niedzielnego wieczoru. 


 

niedziela, 18 lutego 2018

Exploding box na 30. urodziny






   Prosty box z życzeniami urodzinowymi i tortem w środku. Kolorystyka biało czarna z dodatkami różowo złotymi sprawia, że jest bardzo kobiecy.

   Minimalistyczny ale trochę słodki jednak prawda?