wtyczki społecznościowe

Przyciski społecznościowe dostarczyły profilki.pl

poniedziałek, 11 maja 2015

SCRAPOWANIE CZY ZARABIANIE?

Dziś kolejny post z cyklu "trudne pytania" ;)
Po tym jak w ubiegły poniedziałek żywo zareagowaliście na moją tezę dotyczącą uczestnictwa w warsztatach okazuje się, że takich nurtujących nas pytań jest więcej...

Dziś najogólniej rzecz biorąc o tym 
czy warto porzucić pracę na etacie dla zarabiania na własnym rękodziele?

Na wstępie zaznaczę tylko, że temat oczywiście nie jest tak łatwy jak w ubiegłym tygodniu- rzecz nie dotyczy wydania stu czy dwustu zł na spotkanie craftowe, lecz decyzję, która zaważy na naszej przyszłości dużo bardziej.  

Zanim rzucisz wypowiedzenie na biurko szefa dokładnie i ze zrozumieniem poczytaj ten tekst do końca.

Na swoim przykładzie postaram się jak najkrócej opisać jak się mają marzenia do rzeczywistości.
Pracowałam sobie kilka lat w handlu, konkretnie w marketach budowlanych, najdłużej w jednym takim francuskim. Karteczki dłubałam przy okazji, bo lubiłam takie rzeczy, choć o scrapowaniu mowy nie było bo nie miałam pojęcia o czymś takim :) Za to musiałam od czasu do czasu dorabiać, więc kartki powstawały w celach zarobkowych. Blogowanie i scrapowanie odkryłam dopiero około 2008 roku, sama założyłam bloga, a internet okazał się bardzo przydatny także do sprzedaży swych prac.
No i o jakimś czasie doszłam do wniosku, że już mi się nie podoba we wspomnianym markecie i nie mam czasu dla dwójki swych dzieci, pracując głównie na popołudniowej zmianie, a zamówień na kartki i inne wykonywane prze ze mnie rzeczy (bo zainteresował mnie trochę decoupage) przybywa. Pomyślałam:
rzucam pracę i otwieram firmę!
ZUS preferencyjny, sezon komunijny i warsztaty, jakie zaczęłam prowadzić w Ośrodku Kultury, które niespodziewanie dla mnie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem- to wszystko upewniło mnie w przekonaniu, że zrobiłam dobrze realizując swe marzenia!
Do czasu... ale o tym za chwilkę. 
Tymczasem chciałam jeszcze poruszyć temat wyceny rękodzieła, który w formie pewnego tekstu  bardzo często, kopiowany, przeredagowywany, przepisywany krąży po różnych blogach, stronach.
Najczęściej problem przedstawiany jest w ten sposób:
- klient to zatruwający nam życie maruda, który nie chce kupić tylko dostać za darmo i jeszcze powybrzydzać
- nasze prace (najpiękniejsze i najlepsze na świecie) nie podlegają zwrotom, negocjacji ceny i tym podobnym fanaberiom kupujących,
- kręcenie nosem na cenę- jak tak można!!! przecież włożyłam w to całe serce i cały portfel w materiały, a no i godziny pracy nocnej (każda scraperka pracuje po nocach)- liczą się podwójnie!
- nie podoba mu się moje dzieło! cham! przecież jestem artystką, już Wy mnie docenicie... po śmierci (ale nie klienta niestety )
Sorry, nie tędy droga...
Musicie zdać sobie sprawę z tego, że to co robicie teraz z ogromną frajdą i pasją i co być może nawet się komuś spodobało, za chwilę ma dla Was być źródłem utrzymania, tym samym będzie podlegać prawom rynku, na którym będziecie konkurować z marketami i chińszczyzną, a przynajmniej  zanim znajdziecie sobie grono doceniających Waszą pracę klientów. Dlatego:
1. Nie stawiamy się w pozycji artysty, bo nimi nie jesteśmy, nieliczni mają prawo do używania tego zaszczytnego moim zdaniem miana.
2.  Klient jest naszym chlebodawcą bezpośrednio i jeśli nie potrafimy się komunikować w odpowiedni sposób, negocjować, skutecznie sprzedawać po prostu to choćbyśmy najcudniejsze katreczki pamiąteczki czy inne pierdółeczki natworzyli- nikt nam tego nie kupi. 
3.Tworzyć musimy z sercem i pasją- jak najbardziej, ale nie z nakładem finansowym przewyższającym  dwukrotnie realną cenę za jaką można zaoferować produkt do sprzedaży, dlatego szukamy materiałów niedrogich, niezbędnych, a nie mnóstwa przydasi tylko dlatego, że jest na nie chwilowa moda.
4.Rozwijamy się, szukamy nowych rozwiązań, słuchamy klientów- to ich oczekiwania są dla nas wskazówką na czym można zarobić.
5. Ustalić takie rozsądne ceny na produkty, by w razie czego można "fajnemu klientowi" nieco z nich zejść...
Traktujecie ludzi którzy się do Was zwracają z zamówieniem w taki sposób w jaki sami chcecie być traktowani kiedy robicie zakupy :)

Tyle mam do powiedzenia w tej kwestii, mam nadzieję, że nikt się ni poczuł dotknięty złośliwą nutą.


A teraz powracamy do zerwanego wątku głównego, ale do konkretnie mojej historii- jest ok, są zamówienia, zadowoleni klienci, preferencyjny ZUS i... uwaga teraz będzie bardzo prywatnie, wręcz intymnie- okazuje się po pół roku własnego biznesu, że jestem w ciąży z trzecim dzieckiem (Jula ma wówczas lat 11, Stasiu 4)
Płacenie preferencyjnego ZUSu to zgoda na wypłacanie świadczeń tak niskich, że prawie ich nie widać, o chorobowym mowy nie ma, bo kto ma mnie zastąpić? A moja praca nie polega przecież na siedzeniu sobie przy biureczku i klejeniu ślicznych papierów, kwiatków, wstążeczek. To mnóstwo godzin przy komputerze, szybka realizacja zamówień mniej pasjonujących, takich jak zaproszenia w ogromnych ilościach, czy drewniane skrzyneczki ozdabiane w technice decoupage w ilości 150szt... i wożenie na pocztę wysyłek, kombinowanie materiałów na warsztaty, załatwianie jakichś pierdół w bankach, urzędach, itp, itd...
Skończyło się na tym że na porodówkę jechałam prosto z pracowni, bo w bólach szybko pakowałam jeszcze przyjęte zamówienia, rozsyłałam maile do osób, które musiały w tej sytuacji poczekać lub zrezygnować z zamówień. 
Tydzień później wszystko musiało już wrócić do normy, nie da się pracując na swoim nagle pójść na macierzyński. A przy małym dziecku już nie popracujemy sobie tyle o nie...
Niższa składka w ZUSie także kończy się po dwóch latach, a zarobienie na kartkach na pełną  w  sytuacji kiedy na kolanach siedzi kilkumiesięczne dziecko jest bez sensu, bo nie zostaje nic dla nas, albo i nawet na taką składkę w gorszych miesiącach nie mamy.
O tym, że życie jest pełne niespodzianek chyba Wam nie muszę pisać, mój przykład właśnie tak wygląda.
Teraz najważniejsze pytanie- czy żałuję decyzji o odejściu z pracy na rzecz własnej działalności?
Nie
 
Rezygnowałam z pracy, w której już nic nie było dla mnie ciekawego, nie mogłam się realizować,zarobki takie sobie, nie najgorsze, ale szału nie było. Teraz nie zdarzają mi się klienci tak trudni, z jakimi na co dzień miałam do czynienia w sklepie. Wręcz przeciwnie- osoby, które u mnie zamawiają dają mi często wiele powodów do radości, okazując swój entuzjazm dla prac jakie im wysyłam, są tacy, z którymi się zaprzyjaźniłam, a ja lubię to co robię nawet jeśli tak jak teraz trwa sezon komunijny, sypiam niewiele, a kartki jakie masowo muszę produkować nie są takimi jakie chciałabym sobie akurat teraz potworzyć.
A co do tytułowego pytania:
uważam, że mi lepiej wychodzi zarabianie niż scrapowanie :)
Nie potrafię powiedzieć o sobie scraperka... ja po prostu tworzę kartki, pamiątki, jakieś drobiazgi, które ktoś potem z własnej nieprzymuszonej woli kupuje :)
Ale staram się łączyć tkwiącą we mnie chęć tworzenia z koniecznością sprostania konkretnym zamówieniom i to będzie dzisiejsza ilustracja do tego za długiego już, moim zdaniem posta. 
 
Podziękowania dla instruktorów naszego lokalnego Zespołu Folklorystycznego "Szamotuły" z okazji 70 lecia jego istnienia. 
Dziękuję tym, którzy wytrwali do końca moich wywodów :)







Kwiatek na moich pracach to kopia pracy 
jest to odtworzony przez tego artystę jeden z motywów haftu tradycyjnego stroju szamotulskiego.



45 komentarzy:

  1. Mileno - bardzo, bardzo mądry tekst. Fantastycznie, że dzielisz się swoimi doświadczeniami, Twoje rady na pewno dadzą do myślenia osobom planującym podjąć podobną decyzję zawodową - a mam nadzieję, że i te o "dogadywaniu się" z klientem i szanowaniu go :)
    W jednym miejscu pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić - nie mam wątpliwości, że jesteś Artystką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tores, dziękuję! miło przeczytać taką opinię na swój temat od kogoś, kogo się tak bardzo ceni za wspaniałe prace :)

      Usuń
    2. Podepnę się pod Tores.
      Świetny tekst oraz pełen szacun za to co napisałaś, zwłaszcza za część dotyczącą podejścia do klienta i do cen.

      Usuń
    3. Trafiłam dziś tutaj, bo zastanawiam się nad porzuceniem pracy:). Bardzo fajny artykuł. Postanowiłam skomentować i dołączyć sie do zdania poprzedniczek, mimo że mineły już dwa lata. Jesteś artystką, taką prawdziwą. Masz zwyczajnie szczęście że na twojej sztuce można zarobić.

      Usuń
  2. Post śliczniutki, wcale nie "zadługi" ;) Życzę powodzenia, i marzę że i ja kiedyś będę mogła podjąć taką samą decyzję co Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewelina, trzymam kciuki za podjęcie najlepszej decyzji :)

      Usuń
  3. Świetny tekst! Dzięki, że podzieliłaś się swoją historią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Asio, mam nadzieję, że komuś się przyda ...

      Usuń
  4. Też dotrwałam do końca, bo dobrze i ciekawie napisane :) Tak odważna jak Ty to nie jestem by rzucić pracę, ale kolejny rok z rzędu zastanawiam się czy nie otworzyć działalności i zająć się rękodziełem dla szerszego grona. I nadal się zastanawiam. Pozdrawiam i trzymam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także długo się wahałam, ale czasami przychodzi moment, jakiś drobiazg zaważy i zmusi do pójścia w danym kierunku. Życzę Ci byś nie żałowała swego wyboru bez względu na to jaki on będzie!

      Usuń
  5. No niestety nie jest łatwo podjąć taką decyzje- ja się zbierałam kilka lat , zanim zaczęłam pracować na swój rachunek. Kocham to co robię i to jest najważniejsze!!! Fakt nie zawsze jest fajnie- sama wiesz jak jest, choć z tego co czytam masz więcej klientów :P
    Życzę z całego serducha powodzenia w rozwijaniu tego co robisz i życzę ci tego abyś miała wokół siebie ludzi , którzy będą cie motywować, bo to czasami bardzo, ale to bardzo jest potrzebne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rachel, a ja Tobie życzę jak najwięcej jak najbardziej pozytywnych klientów, prace masz wspaniałe!

      Usuń
    2. dziękuję z całego serducha!!:)

      Usuń
  6. Fantastyczny tekst! Cieszę się, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami. Widać, że masz świetne i realistyczne podejście do rękodzieła jako biznesu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę zarabiać stąd to podejście :) myślę że lata przepracowane w handlu zrobiły też swoje

      Usuń
  7. Dotrwałam do końca i zgadzam się z każdym napisanym przez Ciebie zdaniem :) Również prowadzę firmę i wiem co to zarobić na ZUS.(na razie preferencyjny, ale już nie długo) Gratuluję CI odwagi, słuszności decyzji i przede wszystkim przepięknych prac, które uwielbiam :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu i ja tak bardzo podziwiam Twoje prace! Dziękuję za komentarz, życzę sukcesów, sił i wytrwałości :)

      Usuń
  8. Mileno - mam podobne doświadczenia i przemyślenia jak Ty. Również pracuję na swoim :D Ale ciążą na razie mnie nie strasz ;) - póki co zarabiamy z mężem na naszą dwójkę dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzik, ciąża w takiej sytuacji jakiej byliśmy nie nastrajała optymistycznie na finansową przyszłość, ale teraz z perspektywy czasu widzę, że daliśmy sobie z mężem radę, a życia bez Szefowej sobie nie wyobrażamy! Jeśli i Tobie taka szczęśliwa niespodzianka się zdarzy- na 100% dasz radę :)

      Usuń
  9. Milena, jestem pod wrażeniem..trafiłaś z tekstem akurat w momencie, kiedy zastanawiam się nad decyzją...:) U mnie jednak problemem na zarzie jest zbyt mało zamówień, szczerze to nie wiem jak się do tego zabrać.Ale generalnie to po przeczytaniu...tego się spodziewałam,z pewnoscią bywa ciężko.To ,że ostatecznie NIE żałujesz decyzji - jest wspaniałym sukcesem i gratuluję Ci tego:) Twoje prace są wspaniałe i staram się na bieżąco je podpatrywać :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aneto! Zrób sobie listę za i przeciw, u mnie stosunkowo łatwo było zaryzykować, ale jeśli masz jeszcze mocne obawy, poczekaj troszkę, czasami serce czy intuicja dobrze nam podpowiada...

      Usuń
  10. Jak dobrze przeczytać, że nie tylko ja się zmagam z takimi problemami. Mój ZUS już dawno preferencyjny nie jest, więc nie mam wyboru i pracuję jak mogę aby po opłaceniu wszystkiego jeszcze coś dla mnie zostało. Na sali poporodowej patrzyli na mnie jak na wariatkę, która wyciągała komputer i mailowała z klientami, przygotowywała projekty, gdy tylko dziecko usnęło - ja nie zdążyłam napisać do nich przed porodem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto jak nie matka ma dać sobie ze wszystkim radę? ;)
      Dzieci podrosną, trochę się usamodzielnią, a może w końcu ktoś zmieni te bezsensowne obciążenia dla takich szaleńców jak my, którzy mimo wszystko chcą być na swoim... będzie lepiej :) Myślę, że wiara we własne możliwości pozwala nam jeszcze jakoś funkcjonować, pozdrawiam cieplutko M.!

      Usuń
  11. oj święte słowa, ja również obecnie młoda mama (niecałe2lata),a za chwilę drugi bobas w domu się pojawi, praca w takich warunkach-to raczej groteska, a nie "tworzenie", ale kartki dają mi powera, robie je dla przyjemności, a jeszcze jak ktoś chce kupic to ojoj skrzydła mi wyrastają :)). Ale sytuacja jest dla mnie wspaniała i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Świetny tekst (pani)Mileno, bardzo lubię do pani zaglądać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda, piękne kartki tworzysz, na pewno będziesz miała wielu fanów swej twórczości, a jeśli Ty w tej sytuacji jesteś szczęśliwa, to oby tak było zawsze czego z całego serca życzę!

      Usuń
  12. Z uwagą i zainteresowaniem przeczytałam ten tekst. Pamiętam ten moment, gdy pisałaś, że "idziesz na swoje", potem, że jesteś w ciąży... Obserwuję i podziwiam, bo nie dość, że jesteś ARTYSKĄ (tak, tak), to masz niezłą smykałkę do interesów. Serio. Myślę, że ja się nigdy nie zdobędę na taki krok, chyba, że znajdę wspólnika, który zająłby się Zus-ami, opłatami, no i dystrybucją. No nie mam do tego głowy i już, dlatego podziwiam Cię, że udaje Ci się łączyć tyle koniecznych umiejętności. Szok! :)
    Pozdrawiam
    ps. Mam nadzieję, że spotkamy się w czerwcu w Warszawie. Już się zapisałam na warsztaty do Karoli Witczak, więc na pewno jadę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, dziękuję :* Nie nie jestem artystką, to nie kokieteria, ale zgodzę się z Tobą, że lubię handlować ;)
      A warsztaty u Karoli- marzenie moje! no miejmy nadzieję, że się w końcu uda :)

      Usuń
  13. Ach to mnie podbudowałaś :) Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo interesujący tekst, przeczytałam go z dużą ciekawością. Chińskie przysłowie mówi "znajdź sobie pracę, którą kochasz, to przez całe życie nie będziesz musiał pracować". Dlatego potrafię zrozumieć, że nie żałujesz tej decyzji, a nawet przyznaję, że trochę Ci zazdroszczę, bo też bym tak chciała, jak pewnie wiele z osób tu zaglądających :) Jednocześnie nie mogę wyjść z podziwu, że jesteś w stanie na tym zarobić tyle, by opłacić te wszystkie składki ZUS, zdrowotne, podatki itd. i jeszcze coś Ci z tego zostanie. Te opłaty są tak wysokie, że nie odważyłabym się zrezygnować z etatu. Tchórz jestem - to po pierwsze. Choć może poniekąd wynika to z faktu, że w razie trudności nie mogę liczyć na niczyją pomoc, muszę się sama utrzymać. Po drugie - robię baaardzo wolno, wieki całe mi zajmuje dobranie samych papierów i kwiatków, moja doba musiałaby mieć 120 godzin! Po trzecie - im więcej mam zamówień, tym więcej do nich dopłacam, i zaczyna mnie to już, delikatnie mówiąc, wkurzać... No bo co, Caritas jestem czy co?! A po czwarte - uważam, że moje prace nie są na tyle dobre, by kwalifikowały się do oficjalnego "wyjścia w świat". Chyba tylko bym się ośmieszyła... Tak więc pozostaje mi tylko cichutko pozazdrościć (ale tak w pozytywnym znaczeniu) i pomarzyć :) A Tobie gratuluję odwagi i samozaparcia, i życzę dalszego powodzenia i samych sukcesów, i pisz, pisz nadal takie interesujące posty, i pokazuj piękne prace, bo to, że jesteś artystką, nie ulega wątpliwości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Donka! nie zawsze starcza, niekiedy sprawy się bardzo mocno komplikują... ale ja mam wsparcie i bez niego bym się nie odważyła, więc Twoje rozterki rozumiem i trzymam kciuki byś kiedyś mogła nie pracować :)

      Usuń
  15. Dziękuję Ci za ten tekst :) Dał wiele do myślenia i nasunął kilka refleksji.. Choć uważam, że każdy z nas, kto tworzy z serca - jest choćby w małej części artystą.. Nie trzeba być Picassem, by tworzyć to, "co nam w duszy gra". Dla mnie jesteś Artystką :) Te prace powyżej - są cudowne! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ktosiu! oby nie były to smutne refleksje ;)

      Usuń
  16. Przeczytałam, zgadzam się z Tobą w 100%, co więcej trafiłaś w sedno bo i ja obecnie biję się z myślami czy rzucić etat i pójść na swoje... Oj,mam o czym myśleć...jeszcze przez rok, dopóki jestem na urlopie z moją drugą córcią:) Gratuluję odwagi, podziwiam i życzę samych sukcesów:) Twoje kartki podziwiam zaglądając tutaj często, a po tym poście będę to robić jeszcze częściej dla inspiracji, przemyśleń i z czystej przyjemności:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linka, dziękuję! Życzę decyzji, która okaże się tą najlepszą :)

      Usuń
  17. Niezwykle interesujący tekst! Podziwiam, bo ja chyba nie dałabym rady tworzyć tyle "pod zamówienie". Cieszę się, gdy znajdę czas na kartkowanie, a moje tempo pracy eliminuje myślenie o kartkowaniu jako źródle utrzymania :). Ale marzy mi się czasem taka praca ;). Choć jestem świadoma, że nie jest to łatwe.
    Nie zgodzę się z jednym: z Twoim pojęciem miana artysty! Ja rozumiem je nieco szerzej, a już na pewno Ty jesteś dla mnie artystką-tworzysz naprawdę cudowne, piękne prace!

    Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze na jakiś warsztatach (nie tylko u Ayeedy ;)).
    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Alosha! To bardzo miłe, ale ja na prawdę nie czuję się artystką, czasem mam wątpliwość czy rękodzielnikiem jestem jak tak produkuję niczym manufaktura ;) I ja mam nadzieję jeszcze się spotkać!

      Usuń
  18. Scrapowanie i zarabianie to zestaw idealny. Marzy mi się własna, choćby maleńka pracownia i tworzenie, jak przyjdzie natchnienie, a nie jak muszę.... dlatego chyba nigdy nie zdecyduję się na przejście na swoje, za duży ze mnie tchórz, jednak z etatu regularnie jakieś pieniądze są, a tu nigdy nic nie wiadomo-raz są, raz nie, raz mniej, raz więcej. Może kiedyś w przyszłości się odważę, jak dzieci, a przynajmniej jedno się usamodzielni. Na razie przed nami jeszcze ich naukowe kariery ;) a na to kasy potrzeba. Ograniczam sie do twórczości dla przyjemności, dla rodziny, znajomych, dla ludzi, których lubię, a to dopiero komfort tworzenia :) Całe szczęście, że lubię swoją pracę, co dzień nowe wyzwania, co jakiś czas nowi ludzie, a jak sie już strasznie wnerwię, to mam swoje papierki :) Ale zarobić to bym na nich raczej nie zarobiła, choć kto wie... Fajnie, że są takie osoby jak Ty, które jakoś na swoje wychodzą, tworzą i mają z tego radochę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aneta :) jeśli moja praca na etacie była by dla mnie satysfakcjonująca nie podjęłabym decyzji o jej porzuceniu, jakoś bym sobie radziła i przy okazji trochę scrapowała, teraz często się zastanawiam jak to będzie za np 5 lat wyglądać :)

      Usuń
  19. miło ze podzieliłaś się swoja historia jest niesamowita i daje prawdziwy obraz naszej rzeczywistości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. El, dzięki! Ten obraz niekiedy zmienia się ulega jakimś wpływom, ale z grubsza jest tak, jak napisałam...

      Usuń
  20. mądrze i rzeczowo napisane
    bardzo mi sie podoba twoje podejście do kwesti "artysty"
    szczególnie, że jak widzę, jest mocno nadużywane na FB... ale kto komu zabroni bycia "artystą" ;-D

    ty myślę, że spokojnie na to miano zapracowałaś, niepotrzebna skromność :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Dorotko :) daleko mi do artysty, choć w naszym kartkowo - scrapowym świecie jest takich wielu!

      Usuń
  21. Bardzo, ale to bardzo dziękuję Ci za ten post. Ogromnie się cieszę, że na niego trafiłam.
    Pięknie napisane ale jednak uświadamia bardzo ważne kwestie, które niby oczywiste a jakoś o nich nie myślałam :)
    Życzę dalszych sukcesów na "własnym" i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Becia, dziękuję, jestem właśnie w momencie planowania kolejnych zmian... pozostaje się tylko modlić o to by były one na lepsze :) Tobie również życzę samych właściwych i prowadzących do szczęścia decyzji!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony komentarz. Zapraszam ponownie!